Pokazywanie postów oznaczonych etykietą animowane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą animowane. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 marca 2014

7 najciekawszych odcinków "Martina Tajemniczego".

Żeby trochę urozmaicić, przejdę do (odkopanego z lamusa) rankingu serialu, który-jak się okazuje wciąż robi na mnie wrażenie pod względem pomysłowości.



 1."Web of the spider creature" (sezon 3)- i słowo ekscentryczny nauczyciel nabiera nowego znaczenia.


2. "Hairier and scarier" (sezon 3)-nastoletni wilkołak w wersji rysunkowej.


3."Curse of the Necklace" (sezon 1)- klimat Halloween i ciekawa przestroga przed nadmiernym jedzeniem czekoladek.


4. "Shriek from Beyond" (sezon 1)- mitologiczne stworzenia w nieco mniej popularnej odsłonie.


5.  "The Vampire returns" (sezon 2)- znów ujawnił się mój wyjątkowy brak obiektywizmu względem wampirów (z pewnymi wyjątkami). A poza tym klimat Paryża przypomina mi wycieczkę za czasów liceum.


6. "The house of zombies" (sezon 3)- sposób nadania postaciom ruchów a la zombie wyszedł twórcom lepiej niż nieźle. Poza tym jest to kolejny powód, by nie sugerować się poradnikami.


7. "Revenge of the doppelganger" (sezon 1)- kobiety tracą twarze, a co najlepsze kojarzy mi się to z jedną ze scen w "Matrixie".

sobota, 15 grudnia 2012

Top 5 chojrakowych złoczyńców.

Szanowni Państwo, czas na film."Chojrak-tchórzliwy pies". W roli głównej: Chojrak-tchórzliwy pies. Porzucony za młodu został przygarnięty przez Muriel, która mieszkała na farmie ze swoim mężem Eustachym Motyką. W ich rodzinnym miasteczku grasują straszydła. Tylko Chojrak może obronić swoją przerażoną rodzinę...

Jeśli pamiętacie ten wstęp, to prawdopodobnie jesteście fanami pewnego strachliwego pieska z wielką dziurą w zębach. Dla mnie "Chojrak" jest jednym z pierwszych animowanych seriali, które operowały dość oryginalną tematyką. Strach mieszał się tu w równym stopniu z humorem, a grotesce też czasem dużo nie brakowało. No i tak właśnie postanowiłam powrócić na chwilę do tej kreskówki, wymieniając przy tym 5 największych przeciwników, jacy się w niej pojawili.

  1. LeQuack- ten złośliwy kaczor uosabia wszystko to, czego nie lubię: język francuski (którego 3 lata nauki w liceum wspominam bardzo marnie), wąskie oczyska świadczące o bardzo niedobrych zamiarach, a przede wszystkim standardowy demoniczny śmiech, który jest jego znakiem rozpoznawczym. Quack umie manipulować otoczeniem jak tylko się da, a do tego jest bardzo podstępnym zwierzęciem. No i to 'qu'est-ce que c'est'-stwierdzenie, które już zawsze kojarzyć mi się będzie tylko i wyłącznie z powyższą bajką.

                                 
2. Katz- najbardziej antagonistyczny ze wszystkich bohaterów. Bo po pierwsze to kot, po drugie spryciarz, no i poza tym uwielbia konkurować z Chojrakiem w różnych sportach (np. wyzwanie w nie mruganiu). Za Katzem [tak wiem, skojarzenie być może wiąże się z poalkoholową zabawą] zawsze ciągnie się pewna charakterystyczna muzyczka, dodająca jego żółtawym oczom większą porcję animuszu. No i praktycznie nigdy nie umiera. Przy okazji muszę dodać, że mimo, iż nasz dubbing sprawdza się tu dobrze, pozbawia Katza jego brytyjskiego akcentu.

 3. Mama Eustachego- mówi się 'jaki ojciec taki syn', a tu można by nawet zasugerować stwierdzenie, że 'jaka matka, takie dziecko'. Matrona Eustachego charakteryzuje się wielką peruką długości fryzu Marii Antoniny, a poza tym często pojawia się w komitywie z szemranymi korporacjami. Do tego lubi na potęgę wpychać Chojrakowi czekoladki i wrzucać wyrodnemu synowi, gdy ma gorszy humor.



4. Królowa czarnej kałuży- jedna z najbardziej tajemniczych i zarazem przerażających postaci serialu. Pojawia się zawsze tam, gdzie jest woda (oczywiście generalnie mieszka w kałuży). Królowa lubi kusić swoimi walorami, ale gdy już taki delikwent za nią wypłynie, okaże się, że posiada ona naprawdę ogromne zębiska i dość kanibalskie preferencje. Tak więc, uważajcie, gdy z ciekłego zbiornika H2O wynurzy się wam pani w ciemnym odzieniu.


5. Kosmici- mam tu na myśli odcinek ze stworami kradnącymi grzeczność, by za jej pomocą mogli opanować świat. Oczywiście nikomu nie przyszłoby do głowy, że ci dziwni jegomoście w płaszczach mogą mieć jakieś złe zamiary. Do tego operowali oni tylko jednym zdaniem, zawierającym enigmatyczne 'auto kaputt' (aczkolwiek nie sądzę, żeby miało to jakiś związek z niemieckim słownictwem).




niedziela, 28 października 2012

Psie smutki.

Psie smutki, czyli taki niekontrolowany wypływ emocji (który niekoniecznie jest powodem do chluby) będzie dziś tematem mojego posta. Bo są takie chwile,momenty,sytuacje (dobra koniec z tym wyliczaniem) kiedy zwyczajnie zachowujemy się jak pięciolatki i na niektóre rzeczy reagujemy z dużą dawką przesadyzmu.

1.Śmierć Mufasy- ten fragment jest jednym z najbardziej brutalnych w dziejach Disneya i kompletnie rozwala młodego widza na atomy. Swego czasu (mając pięć albo cztery lata) ponoć bardzo mocno płakałam na tej scenie w kinie- no ale serio, kogoś to dziwi? Chyba najgorsze było to jak Simba gorączkowo próbował obudzić swojego tatę i wołał przy tym "Chodźmy do domu". Pamięta ktoś jeszcze podobnie chwytający za aortę rysunkowy twór? Fe, nigdy więcej. Że się tak wyrażę "Right in the childhood" (oł je, wiem, że niektórzy 'kochają' angielszczyzny w polskim zdaniu).

2. Coming out w "Moulin Rouge"- nienawidzę kwestii wypowiadanej przez McGregora, bo wtedy za każdym razem się denerwuję. Tak oto skrywany skrzętnie romans Satine i Christiana wychodzi na jaw dosłownie przed wszystkimi członkami grupy(?) przygotowującej przedstawienie. Mało tego,ubogi pisarz wygaduje się również nie komu innemu, jak porąbanemu Księciu, który nie omieszka przy tym zaszpanować władzą i odzyskać swoją własność (czyli kurtyzanę). Zdaję sobie sprawę, że film musiał mieć taki a nie inny tragiczny koniec, ale osobiście tą scenę pamiętam chyba najmocniej (może z wyjątkiem tekstu: "Zapłaciłem mojej dziwce").

3. Oświadczyny w "North and South"- tu bardziej chodzi nie tyle o samą sytuację, pt. odrzucenie uczucia dumnego przemysłowca, ale raczej o dalsze jej skutki. Mi się aż za przeproszeniem zakręciło w oczodołach, kiedy ten ostry jak brzytwa i czasem nieokrzesany Thornton, wyszedł z domu Margaret i bez ceregieli odrzekł do matki "Nikt mnie nie kocha.Nikt o mnie nie dba. Z wyjątkiem ciebie". To dość szokujące i zwyczajnie smutne wyznanie, po całym tym wyeksponowaniu skrywanych uczuć.

4."Chirurgowe" przesilenia- oczywiście mam na myśli te starsze epizody, bo nowsze zakończyłam na siódmym albo ósmym sezonie (i jeszcze dużo minie zanim do nich w ogóle wrócę). Najgorszy moment (bo nieoczekiwany) to zdecydowanie 'pozbycie się' O'Malleya. Jest coś niezwykle przykrego w potraktowaniu tego, całkiem sympatycznego lekarza. Tu ani do końca nie wiadomo kim jest poszkodowany, a cała sytuacja z jego ratunkiem odbywa się jakby po omacku. Strasznie nie uroczo. Pamiętam jeszcze, że śmierć kliniczna Meredith była również pewnym punktem zwrotnym serialu- chociaż Meredith to taka postać, co to imają się jej najmroczniejsze motywy.
4. Jane Eyre w ślubnej sukience- zarówno w wersji BBC, jak i tej nowszej jest to fragment, który w podobny sposób oddziałuje na naszą wrażliwość. Ta młoda Jane, która myślała, że choć raz zasługuje na szczęście, leci do kaplicy ze swoim ukochanym, chmurnym Rochesterem, by potem dowiedzieć się, że [spoiler] przetrzymuje on w Thornfield Hall chorą żonę [koniec spoilera] i nigdy nie mogą być razem. Cały wachlarz uczuć, jaki towarzyszy przy tym bohaterce, bardzo wymownie oddaje scena zdejmowania sukienki- gdzie Jane nerwowymi ruchami próbuje jak najszybciej odrzucić to koszmarne wspomnienie, trzęsąc się przy tym niemiłosiernie (albo ja to tak odebrałam).
5. Ścięcie Neda Starka - wiem co teraz powiecie. Sean Bean to chodzący spoiler. Ale wierzcie lub nie- w tamtym momencie zupełnie o tym zapomniałam. To było jeszcze zanim zabrałam się za książkę (chociaż i tak przeczuwam, że w 3-cim sezonie wszystko pozmieniają;]). Wszystko miało iść zupełnie innym torem- Eddard powinien wstąpić do Nocnej Straży, przyznać się do knowania przeciwko królowi i zostać ułaskawiony. Ale nie, ten mały skur...czybyk Joffrey postanowił sobie wziąć jego głowę i prezentować ją potem Sansie* na palu.
*bo jakby ktoś nie wiedział, to ja lubię Sansę


poniedziałek, 7 maja 2012

Kara-te i kara-tamte

Za co kochamy kung-fu? Za niesamowite sceny walki i nieustanną wartką akcję? Czy może za wspaniale opowiedzianą historię mężnego wojownika, który walcząc ze swoimi słabościami pokonuje wszechobecne, wredne Zło? Sama nie wiem i nie potrafię do końca wyjaśnić, w czym tkwi magia takich produkcji (oczywiście nie wszystkie są w moim guście, ale to chyba oczywiste).


Niełatwo brać się za dzieło, które powstało w zupełnie innych czasach.Tak było w przypadku "Wejścia smoka", które zagościło ostatnio w naszej rodzimej TV. A że King Bruce Lee Karate Mistrz i, że to był wtedy taki fenomen w PRL-owskiej Polsce, to mówi samo za siebie. Owiana tajemnicą śmierć słynnego aktora, stanowi jeszcze większą zachętę, żeby zabrać się za oglądanie.

 Lee (Bruce Lee), adept klasztornych nauk Shaolin, za prośbą agencji wywiadowczej bierze udział w turnieju sztuk walki. Ma znaleźć dowody potwierdzające, że inicjator wydarzenia- Han, kręci nielegalne interesy, z prostytucją na czele. Dostaje również informacje o agentce, która zaginęła w miejscu, gdzie ma się odbyć starcie. Prócz tego Lee dowiaduje się, że jeden z czołowych  strażników Hana przyczynił się do śmierci jego siostry (czyli mamy zagwarantowaną zemstę w totalnym tego słowa znaczeniu). 

Wszędobylska muzyka lat 70- tych i klimat dalekiego wschodu stanowi bardzo sycący dodatek. Nie przeczę, że nadmierna ekspresja Bruce'a Lee podczas walki (zwłaszcza te jego "Łooo") była dość zabawna, ale muszę powiedzieć, że całą produkcję oglądało mi się z niezmiennym zaciekawieniem. Wszystko tu było sprawnie wykonane: turnieje, tajne eskapady, czy w końcu kluczowy pojedynek z lustrami (Han i te jego pazury Wolverine'a, to jest coś).  Wszystkim, którzy nie widzieli filmu, radzę zobaczyć na własne oczy, jak niegdyś wyglądały walki mistrzów.


Jeśli chodzi o animację, to w podobną stronę  poszło studio Dreamworks kręcąc  dwie części "Kung-fu Pandy" Zabrzmi to teraz dziwnie, ale jestem fanką tego cyklu. 'Dwójka' nie tylko trzyma poziom pierwszej części, ale jest wręcz dopełnieniem historii nieco niezdarnego, acz sympatycznego misia pandy o imieniu Poo. Dużo osób rozpisuje się w pozytywach na temat utworów i grafiki- wcale się nie dziwię, bo chociażby sam design Potężnej Piątki jest świetnie wykonany (Modliszka jest moim faworytem;)).

A teraz trochę fabuły. Wpierw nasz główny, czarno- biały bohater zostaje nieoczekiwanie wybrany na Smoczego Wojownika.Większość postaci ze świata kung- fu odbiera ten fakt jako pomyłkę, a mistrz Szi-fu próbuje początkowo pozbyć się niewygodnego gościa. Jednak, kiedy z więzienia wydostaje się mocarny Tai-Lung, tylko Po jest w stanie się z nim zmierzyć, ponieważ uwierzył w siebie i pokonał własne uprzedzenia.
Sequel opowiada zaś o krnąbrnym pawiu Shenie (mającym maniakalne czerwone oczyska), który za pomocą nowej,śmiercionośnej broni zamierza podbić Chiny. Okazuje się mieć coś wspólnego z przeszłością Po. Nasza panda, mimo, że poznaje wkrótce okrutną prawdę, nie tylko ją akceptuje, ale również odnajduje dzięki niej równowagę.Te wszystkie niełatwe przejścia pozwalają Po zatrzymać zaślepionego nienawiścią Shena i przywrócić pokój.
 W filmie znajduje się również dużo wątków humorystycznych, ale nie są to żadne kloaczne żarty z niskiej półki. Myślę, że na tle innych komputerowo wygenerowanych tworów dla dzieci, seria "Kung-fu Pandy" prezentuje się dość zacnie.
Rzekłabym, że motyw walki jest dość popularny w kinematografii, jednak, aby rzeczywiście móc go w pełni wykorzystać, należy dawać w nim rozsądne, mądre przesłania (których w obecnych czasach niestety brakuje).

niedziela, 29 kwietnia 2012

Akcja animacja

Zapewne wielu z nas pamięta takie filmy, które z jakichś powodów stały się mniej dostępne dla szerszej publiczności. Dziś postanowiłam pokrótce opisać kilka animowanych dzieł, nie cieszących się tak dużą sławą jak inne.


"Złodziej z Bagdadu"- wiele słyszałam o tym tytule. Ponoć jedna z konkurencyjnych wytwórni celowo postarała się o przesunięcie premiery, by móc wcześniej wypuścić "Aladyna"-którego postaci przejawiają rażące podobieństwo do wyżej wymienionego filmu (nikczemny charakter w "Złodzieju" wygląda jak skrzyżowanie Jafara z Dżinem). Richard Williams przez ponad dwie dekady pracował nad animacją, co zostało po części zniweczone, między innymi z powodu kampanii producenta (pierwotne dzieło zostało bowiem mocno okrojone).
Istnieje kilka wersji filmu: pierwsza, która najbardziej przypomina zamysł autora trwa 92 minuty, druga 72, a trzecia 71 minut. Produkcja ta opowiada o losach królestwa, które żyje sobie spokojnie dzięki trzem Złotym Kulom, strzegącym bram miasta. Niestety pewien pazerny Złodziej postanawia skraść owe artefakty, a zły wezyr Zygzak z zemsty przekazuje je potwornej armii Jednookich. Cała nadzieja w pewnym nieśmiałym szewcu, zakochanym w córce sułtana.
          



"El Cid"- opowieść o dzielnym rycerzu, który z powodu intrygi uknutej na królewskim dworze, zostaje wygnany z rodzinnego domu. Żyjąc na banicji  podejmuje walkę z wrogimi Maurami, oddając wszystkie odbite krainy w ręce kastylijskiego króla. Oczywiście w grę wchodzi tu również wątek miłosny i ratowanie honoru. Niektórych razić może dość specyficzna kreska, ale uważam,że mimo wszystko jest to dzieło warte obejrzenia. Na plus zaliczam tu również interesujący, średniowieczny klimacik.






"Wielki mysi detektyw"-produkcja spod znaku Walta Disney'a, będąca bajkową wersją Sherlocka Holmes'a. Cała historia osadzona jest w świecie zwierząt, a my w raz z niezdarnym doktorem Dawsonem poznajemy specyficznego Bazyla z Baker Street, który za wszelką ceną pragnie złapać podstępnego profesora Ratigana. Oprócz zmyślnej fabuły, w filmie zderzymy się także z charakterystycznymi londyńskimi miejscami (np. Big Ben). Do tego dochodzi również dynamiczna muzyka Henry'ego Manciniego, twórcy słynnego motywu "Śniadania u Tiffany'ego". 




"Taran i magiczny kocioł"- bardziej znany jako największa klapa Disney'a i zarazem jedno z najdroższych dzieł studia. Animacja w stylu fantasy wprowadza nas w losy młodego chłopca imieniem Taran, który na co dzień opiekuje się magiczną świnką. Jedynie ona wie, gdzie znajduje się tajemniczy Czarny Kocioł, potrafiący spełniać żądania swojego posiadacza. Oczywiście szukać go będzie główny, negatywny bohater filmu. Produkcja ta wydaje się być o wiele bardziej mroczna niż poprzednie i myślę, że jest to główny powód, dla którego nie zyskała takiej popularności. Postać strasznego Rogatego Króla może budzić grozę w niejednym młodszym odbiorcy.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...