wtorek, 3 lipca 2012

Najciekawsze zakończenia?

Czyli takie, które stanowią idealne zwieńczenie całości, bądź dają nam-widzom pewne pole do popisu. Nie wiem czy w ogóle da się zrobić zwięzłą listę na ten temat, ale oto, co mi przyszło do głowy [uwaga, możliwe spoilery]:

 1. "Incepcja"- czyli standardowa łamigłówka po seansie pt.czy ten bączek Cobba się nadal kręci, czy jednak zatrzymał? Ujęcie zostało tak sprytnie wyprowadzone, że nawet jeśli byśmy mocno się przypatrywali, nadal nie otrzymamy jednoznacznej odpowiedzi. Sam Nolan zapytany o tą trudną sprawę odpowiedział, że Dom  faktycznie wrócił do rodziny, a rzeczywistość nie jest tworem jego umysłu (reżyser na potwierdzenie słów w ostatniej scenie pracował z zupełnie innymi dziećmi). Dla mnie innym argumentem jest fakt, że dwójka pociech bohatera miała również widoczne  twarze. Liczba teorii jakie już powstały wprawiłaby pewnie w zakłopotanie samego twórcę, więc zostańmy przy oryginalnym zamyśle.


2. "Psychoza"- niesamowicie szokująca końcówka, która ukazuje, iż to ten niepozorny właściciel moteli Norman Bates jest nie tylko mordercą, ale i schizofrenikiem udającym swoją matkę. Jak na produkcje tamtych lat jest to naprawdę niezły obrót zdarzeń. No i ten maniakalny wywód w ostatnich minutach. Aż strach się bać...


3. "Szkoła uwodzenia"- epicki moment, w którym Cathernie stara się wygłosić mowę pożegnalną na cześć Sebastiana, a później zostaje zdemaskowana. Ogromnym plusem całej tej sceny jest z pewnością "Bittersweet symphony", którą znają chyba wszyscy. Zdaję sobie sprawę, że dzieło jest trochę takimi "Niebezpiecznymi Związkami" dla nastolatków, ale ten fragment z pewnością zapada w pamięć.


4."Wstyd"- czyli kompozycja otwarta, zdająca się na naszą osobistą refleksję. W mojej opinii Brandon doszedł już do takiego poziomu upodlenia, że mógł tylko i wyłącznie się z niego podnieść. W końcu nic tak nie motywuje, jak mocny cios w tyłek (no może bez przesady). I ta mina na końcu...



5. "Fight Club"- kto za pierwszym razem przewidział zakończenie, ten jest albo geniuszem albo cwaniakiem. Oprócz całego obrotu zdarzeń typu 'o kurczę, chyba mam rozdwojenie jaźni', widok zawalających się budynków i  utwór "Where's my mind" zostaje w umyśle na długo. Narrator i jego "You met me at a very strange time in my life" stanowi istną kwintesencję produkcji.



6. "Adwokat diabła"- czyli słynne "Próżność to mój ulubiony grzech", wypowiedziane przez rogatego Miltona.  Skoro Lomax zrozumiał, że broniąc złych ludzi za górę pieniędzy sam podąża tą ścieżką, należy go zatem skusić innego rodzaju prestiżem. Sam film jest poniekąd opowieścią o ludzkiej naturze i jego skłonnościach do Ciemnej Strony. No i w końcu piekielną postać gra sam Al Pacino.



Na dziś tylko tyle, w końcu mamy wakacje, a mózg od czasu do czasu potrzebuje odrobiny wypoczynku:D

16 komentarzy:

  1. dopisałabym jeszcze zakończenie Siedem, to pudełko to jedna z największych niespodzianek na jakie trafiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozważałam to, ale z drugiej strony dla mnie zakończeniem był wybór Millsa, co już nie było aż takie nieprawdopodobne:P

      Usuń
  2. Zgadzam się co do "Adwokata diabła", "Psychozy" i "Incepcji", reszty z tej listy nie widziałem (a "Fight Clubu" nie oglądałem do końca). Obok wspomnianego przez Anię thrillera "Siedem" dodałbym jeszcze "Podejrzanych" Singera. Świetne zakończenie było w filmie "Długi postój na Park Avenue" z 1974. Poza tym genialna jest ostatnia scena "Pół żartem pół serio" - pokazuje, że happy end może być zabawny, zaskakujący i niebanalny. Udane zakończenie ma klasyk science fiction "Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejsza" - finał jest tu częściowo optymistyczny, lecz nie ma mowy o jakimś prostym happy endzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i przypomniało mi się jeszcze ironiczne zakończenie "Człowieka z blizną" z 1932 roku, w którym tytułowy bohater umiera pod napisem "Świat należy do Ciebie" ;)

      Usuń
    2. Faktycznie "Podejrzani" i "Pół żartem.." by pasowało- jakoś kompletnie mi to wyleciało z głowy;p

      Usuń
  3. Zgadzam się z Mariuszem - zakończenie "Pół żartem, pół serio" było świetne! Zgadzam się co do "Fight Clubu" i "Wstydu" a od siebie dorzuciłabym jeszcze "Między Słowami" oraz "Po zachodzie słońca" - może nie szokujące, ale otwarte. Nie wiadomo jakiego wyboru dokonali bohaterowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Między słowami"- jakiż to był smutny koniec:(

      Usuń
  4. Końcówka "Incepcja" strasznie mnie intrygowała. A słowa reżysera potwierdziły moje domysły :)
    Końcówkę "Szkoły uwodzenia" strasznie przeżywałam(w czasach szkolnych), ale uwielbienie do "Bittersweet symphony" mam do dziś :)
    "Fight Club" - byłam totalnie zszokowana.
    Z racji wakacyjnej pogody własnych pomysłów brak, ale jeden z filmików podsunął mi pomysł na nową notkę ;) (a mam teraz brak weny)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kilka lat temu bardzo lubiłam film z S.M. Gellar, ale teraz już nie wydaje mi się tak dobry.
      Taki skwar to jest istna masakra, umysł nie potrafi ze mną współpracować:P

      Usuń
    2. Ja teraz też nie przepadam za tym filmem, ale muzykę ma fajną.
      Ten skwar sprawia, że od trzech dni nie mogę sklecić żadnego porządnego zdania. A wersji roboczych notek jest kilka :) Burza przyszła, przeszła i nic nie dała.

      Usuń
  5. Do dziś uważam, że Big Nothing ma jedną z najlepszych końcówek ever. Pomijam fakt, że jest jednym z mniej docenianych filmów, no ale cóż..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja niestety nie kojarzę tytułu;p

      Usuń
  6. Wstyd ogółem słaby, natomiast Incepcja zrobiła na mnie ogromne wrażenie, a Fight Clubu nigdy nie widziałam.

    Zapraszam na filmożerców, forum żyje, lecz potrzebuje paliwa użytkowników. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. świetne zestawienie!
    zakończenie w 'Incepcji', jak cały film, to jednak wielka zagadka. 'Niebezpieczne związki' uwielbiam, końcówka z tą piosenką w tle sprawia, że widz jest naprawdę zadowolony z obrotu sprawy. :) mogę oglądać ten film w nieskończoność; tak samo zresztą 'Fight club', który z każdym obejrzeniem dostarcza nowych wrażeń. lubię filmy, które zaskakują zakończeniami, wtedy nigdy się nie znudzą. ;) do listy dopisałabym na pewno 'Siedem' [mimo że można było to przewidzieć, ale ten moment z pudełkiem... i tak szokuje] i 'Wyspę tajemnic', która jest dla mnie jeszcze ciekawsza i skomplikowana niż 'Incepcja' [a oglądam te dwa filmy chyba dzień po dniu, potem nie mogłam ich wyrzucić z głowy :)]. i zastanowiłabym się także nad zakończeniem 'Siedem dusz' - co prawda od początku wiemy/domyślamy się, do czego zmierza bohater, jednak mnie zakończenie stale wzrusza i uważam za jedno z ciekawszych.
    Al Pacino pięknie podsumował cały film tą kwestią. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd się przyznać, ale "Wyspy" jeszcze nie widziałam;p

      Usuń
  8. Kocham zakończenie Fight Clubu jak i cały ten film za klimat jaki w sobie ma, Edwarda Nortona i idealnie dobraną piosenkę "where is my mind" w finałowej scenie. Mistrzostwo :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...